Po przekroczeniu granicy rosyjskiej konwój z Jarosławem Kaczyńskim
zmierzającym 10 kwietnia do Smoleńska na miejsce katastrofy miał
zwolnić, a następnie krążyć po mieście. W tym czasie premier Donald
Tusk rozmawiał z Władimirem Putinem.
Według ustaleń Polskiego Radia, trasę z Witebska do granicy
białorusko-rosyjskiej konwój z Jarosławem Kaczyńskim, który zmierzał
do Smoleńska, by zidentyfikować ciało prezydenta RP, pokonał bardzo
szybko. Tuż po przekroczeniu granicy rosyjskiej zwolnił. Pokonanie
około stu kilometrów z Witebska na miejsce tragedii zajęło blisko trzy
godziny. – Bardzo sprawnie dojechaliśmy do białorusko-rosyjskiej
granicy. Tam 40 minut sprawdzano nam dokumenty, mimo że mieliśmy
paszporty dyplomatyczne. W drodze do Smoleńska eskortowała nas
już rosyjska milicja. Jechaliśmy bardzo wolno, około 25-30 km/h -
relacjonował jeden z członków delegacji Adam Bielan. Delegacja pytała
konwojujących milicjantów o powody tak wolnej jazdy. W odpowiedzi
mieli usłyszeć, że takie mają rozkazy. Jeszcze przed Smoleńskiem
pojazd z prezesem PiS został wyprzedzony przez kolumnę z premierem
Tuskiem, który na Białorusi wylądował kilkadziesiąt minut po
Kaczyńskim. Potem autokar z Jarosławem Kaczyńskim jeszcze krążył
po mieście. W tym czasie premierzy Polski i Rosji odbyli spotkanie.
Informacje te miał zweryfikować Piotr Paszkowski, rzecznik
Ministerstwa Spraw Zagranicznych.