Tupolew wcale nie lądował

Publikacja w serwisie: 23 May 2010
Klikaj przycisk +1, aby osoby z listy kontaktów widzieli Twoje rekomendacje w wyszukiwarce
tagi: , , , ,
Źródło: Gazeta Wyborcza
Rozmawiali Agnieszka Kublik i Wojciech Czuchnowski
2010-05-21, ostatnia aktualizacja 2010-05-20 20:29

Rozmowa z por. Arturem Wosztylem pilotem Jaka-40

Agnieszka Kublik, Wojciech Czuchnowski: O której pierwszy raz 10 kwietnia skontaktował się pan z Tu-154?

Artur Wosztyl: Już po wylądowaniu pod Smoleńskiem. Mamy taki zwyczaj, że jeżeli zauważamy np. pogarszające się warunki meteorologiczne, informujemy inną załogę. To rutynowe zachowanie. Na lądowanie tupolewa czekaliśmy w jaku, bo musieliśmy dotankować samolot. Ja z kolegami z Tu-154 rozmawiałem raz. Potem rozmawiali inni koledzy z załogi.

W sumie były trzy rozmowy: o 8.25, 8.30 i 8.37. Tak podał Międzypaństwowy Komitet Lotniczy (MAK).

- Nie spoglądałem na zegarek. Podałem pilotom warunki pogodowe.

Alarmował pan, że są dramatyczne?

- Już gdy my podchodziliśmy do lądowania, ok. półtorej godziny wcześniej, warunki zaczęły się zmieniać. Pierwsza informacja: widoczność wynosi 4 tys. m. Potem w kilka minut się pogorszyła, było już tylko 1500 m.

Jaka była, gdy rozmawiał pan z Tu-154 na 16 min przed katastrofą?

- Już poniżej minimum. Dla jaka minimalna widzialność na tym konkretnym lotnisku wynosi 1500 m.

I to było też poniżej minimum Tu-154?

- No tak, zdecydowanie.

Jeżeli warunki są tak złe, to znaczy, że nie można lądować.

- Nie można. I tupolew wcale nie lądował. Robił podejście do lądowania i w jego trakcie doszło do katastrofy.

Podejście wygląda tak, że samolot zniża się do swojej minimalnej wysokości i wykonuje lot w kierunku lotniska. Jeżeli na tej wysokości w odpowiedniej odległości od drogi startowej ma kontakt wzrokowy z ziemią, może się zniżyć i kontynuować, nawet gdyby wieża podała mu gorsze -warunki.

Jeżeliby wieża powiedziała: “kategorycznie zabraniam”, wtedy pilot nie robiłby nawet podejścia do lądowania.

Wieża może zabronić lądowania?

- Kontroler zawsze może zabronić, w każdym momencie. Kieruje ruchem na lotnisku. Jest panem i władcą.

10 kwietnia wieża powinna była zabronić Tu-154 lądowania?

- Nie chcę spekulować.

Ale skoro warunki pogodowe były poniżej minimum dla tupolewa, to znaczy, że on nie mógł lądować, czyli wieża powinna była mu tego zabronić.

- Kontroler powinien dać jednoznaczną informację.

Jednoznaczną?

- Podać: “zabraniam podejścia”.

Pan odradzał tupolewowi lądowanie? Tak twierdzi MAK.

- Nie mogę o tym mówić. Powiem tyle: ja osobiście rozmawiałem z mjr. Robertem Grzywną, drugim pilotem Tu-154. Przekazałem mu informacje o warunkach meteorologicznych i ostrzegłem go, że są nieciekawe.

Nieciekawie, czyli nie ląduj?

- Przekazałem swoje sugestie. Nie powiem, jakie to były sugestie.

Była kłótnia? Pan odradzał lądowanie, a mjr Grzywna chciał lądować?

- Nie!

Nie było ostrej wymiany zdań?

- Nie! Powiedział: “dzięki, porozmawiam z Arkiem”, czyli dowódcą kpt. Protasiukiem. I zapytał, jak my wylądowaliśmy. Lądowaliśmy przy widzialności 1500 m, a dla nas to minimum pogodowe, odpowiedziałem , że nam się udało. Mamy zwyczaj, że po lądowaniu załoga sobie dziękuje, a ja mówię: “kolejny raz się udało”.

Czekając na wylądowanie Tu-154, słyszał pan rozmowę pilotów z wieżą?

- Tak.

Wieża odradzała lądowanie?

- Nie mogę o tym mówić.

Podała, że warunki są poniżej minimum?

- Tak, to standardowa procedura. Z tego, co wiem, wieża podała pilotom te same dane co my. Pytała o zapas paliwa, zapasowe lotniska, dawała ciśnienie, widzialność. Tyle mogę ujawnić.

Czemu Tu-154 myślał, że jest wyżej, niż był?

- Sytuacja musiała ich zaskoczyć. Czym, nie mam pojęcia i nie będę spekulował. Gdybyście rozmawiali z 10 pilotami, mielibyście 10 logicznych -hipotez.

Ile jest wysokościomierzy w samolocie?

- W jaku cztery: trzy barometryczne i jeden radiowy. Wskazania barycznego zależą od ciśnienia, jakie podaje wieża.

Czy to możliwe, by wieża podała błędne ciśnienie i dlatego piloci nie wiedzieli, na jakiej są faktycznie wysokości?

- Nie pamiętam, jakie ciśnienie podała wieża. Mnie podała prawidłowe.

Piloci Tu-154 niemal do ostatniej chwili lecieli na autopilocie. To dobrze?

- Laik myśli, że jak jest autopilot, to samolot leci sam. To nieprawda. W tupolewie jest system, który wykorzystuje niektóre podzespoły autopilota. Ale pilot i tak panuje nad sterami, pilotuje ręcznie. Z tego, co wiem, w Tu-154 jest porządny autopilot, potrafi automatycznie sprowadzić samolot. A oni przecież nie lądowali, tylko robili podejście.

Powiem tak: musiało coś pójść bardzo nie tak, że tak się skończyło.

Tupolew wystartował z 27-minutowym opóźnieniem. Gdyby wylądował pół godziny wcześniej, miałby lepsze -warunki?

- Nie, bo już jak my lądowaliśmy, było minimum. A potem warunki się szybko pogarszały.

W międzyczasie nad lotniskiem pojawił się rosyjski Ił-76.

- Tak, jakieś 15 min po nas. Dwa razy podchodził do lądowania, ale wyszedł z lewej strony drogi startowej. To znaczy, że nie trafił w pas.

Miał problemy jak nasz Tu-154?

- Nie mogę tego komentować.

Pojawiła się informacja, że do kabiny pilotów wszedł dowódca sił powietrznych gen. Andrzej Błasik. Mógłby pilotom wydać rozkaz lądowania?

- Nie, nigdy w życiu. W samolocie dowodzi kapitan. Ostateczną decyzję o lądowaniu podejmuje zawsze dowódca załogi. Jeżeli byłby niedysponowany, dowodzenie przejmuje drugi pilot.

Nawet generał nie może wydać rozkazu?

- Nie. I nawet prezydent nie mógłby. Była taka sytuacja, że kolega leciał z gen. Błasikiem do Świdwina. Nie mógł wylądować, były złe warunki. I nie wylądował, choć generał spieszył się.

Drzwi do kabiny pilotów bywają otwarte?

- Tak, u nas nie jest jak w lotach komercyjnych. Na pokładzie są sprawdzeni pasażerowie, nie zamyka się kabiny. Ale nie każdy może tam wejść. Jeżeli ktoś chce, prosi kogoś z personelu i ta osoba pyta kapitana. I jeżeli są odpowiednie warunki, czyli np. nie podchodzimy do lądowania, kiedy musimy być skupieni, kapitan zaprasza.

Czyli tuż przed lądowaniem nikt nie może wchodzić do kabiny?

- Nie praktykuje się tego. Od momentu, kiedy zaczynamy podchodzić do lądowania, personel pokładowy jest odpowiedzialny za to, żeby wszystkie osoby siedziały zapięte w pasach.

Jak się pan dowiedział, że Tu-154 nie wylądował?

- To było słychać. Siedziałem w jaku jakieś 700-800 m od miejsca katastrofy. Samolot podchodził do lądowania na ustalonym zakresie pracy silnika. I nagle usłyszałem, że dodał obrotów, potem dźwięk jednego milknącego silnika, potem jakieś trzaski, huki. Pomyślałem: “no, chyba chłopaki się rozbili”.

Akurat wtedy z wieży wyszedł jakiś człowiek. Zapytaliśmy, gdzie jest tupolew. – Odleciał – odpowiedział. Byliśmy w szoku. Jak to?! Nie słyszeliśmy silników odlatującego tupolewa!

Nie wiedział, że samolot prezydencki się rozbił?

- Nie wiem. Dosłownie kilka sekund potem zawyły syreny alarmowe.

Oceń artykuł:
(5.00)
głosów: 5
tagi: , , , ,

Komentarze: »

Jeśli uważasz że któryś komentarz nie powinien się tutaj znaleźć zgłoś to na adres:

admin@smolensk-2010.pl
  • moni :

    tak jak myslalam zadna z informacji nie moze sie wydostac na zewnatrz….taki rozkaz….ale dobrze ze Pan sie wypowiedzial….uwazam ze koledzy kpt Protasiuka nie moga dopuscic do tego aby ich koledzy zostali uznani winnymi katastrofy….Panowie jestescie im to winni….

    Thumb up 1 Thumb down 0

  • Bea :

    Samolot zlecial za nisko.
    Czy na pewno z powodu mgly?
    Czy pilot po raz pierwszy zobaczyl mgle?
    Nie przekonuje mnie to.

    Thumb up 1 Thumb down 0

  • bbasia :

    Jedno jest pewne:że ,nic nie jest pewne!!!
    Nich mi nikt nie wmawia , ze cała ta tajnośc i poufnośc ma służyc śledźtwu , bo tak nie jest!!

    Thumb up 0 Thumb down 0

  • gg :

    Nie wiedział, że samolot prezydencki się rozbił?

    - Nie wiem. Dosłownie kilka sekund potem zawyły syreny alarmowe.

    Jak kilka sekund później mogły zawyć syreny skoro samolot się rozbił 8,41 a syreny z filmu znanego wszystkim zawyły o 8,56 i jeszcze te podejeście Iła…. jak 15 minut po lądowaniu Jaka ? to co zerwało przewody energetyczne o 8,39 ??? nasz Tutek kilkaset metrów leciał półtorej minuty????

    Same sprzeczności ……

    Thumb up 1 Thumb down 0

Po przekroczeniu granicy rosyjskiej konwój z Jarosławem Kaczyńskim zmierzającym 10 kwietnia do Smoleńska na miejsce katastrofy miał zwolnić, a następnie krążyć po mieście. W tym czasie premier Donald Tusk rozmawiał z Władimirem Putinem. Według ustaleń Polskiego Radia, trasę z Witebska do granicy białorusko-rosyjskiej konwój z Jarosławem Kaczyńskim, który zmierzał do Smoleńska, by zidentyfikować ciało prezydenta RP, pokonał bardzo szybko. Tuż po przekroczeniu granicy rosyjskiej zwolnił. Pokonanie około stu kilometrów z Witebska na miejsce tragedii zajęło blisko trzy godziny. – Bardzo sprawnie dojechaliśmy do białorusko-rosyjskiej granicy. Tam 40 minut sprawdzano nam dokumenty, mimo że mieliśmy paszporty dyplomatyczne. W drodze do Smoleńska eskortowała nas już rosyjska milicja. Jechaliśmy bardzo wolno, około 25-30 km/h - relacjonował jeden z członków delegacji Adam Bielan. Delegacja pytała konwojujących milicjantów o powody tak wolnej jazdy. W odpowiedzi mieli usłyszeć, że takie mają rozkazy. Jeszcze przed Smoleńskiem pojazd z prezesem PiS został wyprzedzony przez kolumnę z premierem Tuskiem, który na Białorusi wylądował kilkadziesiąt minut po Kaczyńskim. Potem autokar z Jarosławem Kaczyńskim jeszcze krążył po mieście. W tym czasie premierzy Polski i Rosji odbyli spotkanie. Informacje te miał zweryfikować Piotr Paszkowski, rzecznik Ministerstwa Spraw Zagranicznych.

Co się dzieje

Stało się
i dzieje w dalszym ciągu
i będzie dziać nadal
jeśli nic się nie stanie co to wstrzyma.



Niewinni nie wiedzą o niczym
bo są zbyt niewinni
Winni nie wiedzą o niczym
Bo są zbyt winni



Biedni nie pojmują tego
bo są zbyt biedni
Bogaci tego nie pojmują
bo są zbyt bogaci



Głupcy wzruszają ramionami
bo są zbyt głupi
Mądrzy wzruszają ramionami
bo są zbyt mądrzy



Młodych to nie obchodzi
bo są za młodzi
Starych to teź nie obchodzi
bo są zbyt starzy



Dlatego nic się przeciw temu nie dzieje
i dlatego to się stało
i dlatego to się dzieje
i dziać będzie nadal



- Erich Fried -
free counters